Czym jest samodzielne przechowywanie krypto i czy warto?
Co oznacza samodzielne przechowywanie, jaki jest rzeczywisty koszt zaufania giełdzie w porównaniu z trzymaniem własnych kluczy, oraz szczere spojrzenie na to, co komu odpowiada.
TL;DR
- Samodzielne przechowywanie oznacza trzymanie własnych kluczy do krypto, dzięki czemu żadna firma nie może zamrozić ani stracić środków. Alternatywą jest powierzenie ich giełdzie.
- „Not your keys, not your coins”: saldo na giełdzie to w istocie zobowiązanie dłużne (IOU), a jego posiadacz jest wierzycielem we wspólnej puli.
- Gox, QuadrigaCX i FTX pokazują, co się dzieje, gdy firma upada. Haczykiem jest odpowiedzialność. Zgubionych kluczy nie da się zresetować.
- Jeden programista ma 7 002 bitcoiny zablokowane za zapomnianym hasłem. Konto powiernicze to rozsądny początek, a samodzielne przechowywanie zyskuje na znaczeniu wraz ze wzrostem posiadanej kwoty.
- Wiele osób łączy oba podejścia. Ten materiał ma charakter edukacyjny, nie jest poradą finansową.
W listopadzie 2022 roku giełda FTX była jedną z największych na świecie, z założycielem-miliarderem i areną nazwaną jej imieniem. W ciągu kilku dni zamroziła wypłaty i upadła, a okazało się, że kryptowalut klientów wartych miliardy dolarów po prostu nie ma. Jej założyciel, Sam Bankman-Fried, został później skazany za oszustwo na 25 lat. Setki tysięcy osób nagle zrozumiały różnicę, o której większość nigdy wcześniej nie pomyślała: krypto na ich koncie giełdowym tak naprawdę nie należało do nich. Było to zobowiązanie dłużne, a firma, która je wystawiła, właśnie upadła.
Ta różnica ma swoją nazwę: samodzielne przechowywanie (self-custody), czyli przepaść między trzymaniem własnego krypto a powierzeniem go komuś innemu, i jedna z niewielu naprawdę ważnych decyzji, jakie podejmuje osoba początkująca. Ten przewodnik wyjaśnia, co to oznacza, jak giełda faktycznie przechowuje pieniądze, jaki jest rzeczywisty koszt każdej ze stron i jak ustalić, co jest odpowiednie w danym przypadku. Ma charakter edukacyjny, nie jest poradą finansową i nie wskaże jednej słusznej odpowiedzi, ponieważ takiej nie ma.
Co właściwie oznacza „przechowywanie”
Przechowywanie sprowadza się do jednego pytania: kto trzyma klucze? Kryptowalutą steruje klucz prywatny, tajna liczba, która upoważnia do jej wydania. Kto ma klucz, ten kontroluje krypto, kropka. Za każdym portfelem i każdym logowaniem do giełdy kryje się więc to samo pytanie, niezależnie od tego, czy ktoś kiedykolwiek je sobie zadał. Czy klucz trzyma sam użytkownik, czy ktoś inny?
Gdy klucz trzyma za kogoś firma, mamy do czynienia z portfelem powierniczym, a konto giełdowe to najbardziej oczywisty przykład. Użytkownik loguje się hasłem, widzi saldo, a całość działa jak bankowość internetowa. Pod spodem to dostawca trzyma klucze i jest winien krypto. Gdy klucz trzyma wyłącznie sam użytkownik, poprzez portfel niepowierniczy, mamy samodzielne przechowywanie. Nikt nie stoi między użytkownikiem a środkami, nikt nie może ich zamrozić i nikt nie może ich za niego stracić.
Oba sposoby przechowywania krypto są w pełni uprawnione, po prostu zawodzą w przeciwnych kierunkach, i właśnie o tym jest reszta tego artykułu.
Co giełda naprawdę robi z powierzonym krypto
Gdy kupuje się krypto na giełdzie i tam je zostawia, rzadko dostaje się własny klucz prywatny. Saldo to liczba w bazie danych firmy, wpis w arkuszu, który firma kontroluje. Właściwe środki zwykle leżą wspólnie, zebrane w kilku firmowych portfelach giełdy, wymieszane ze środkami wszystkich innych, podczas gdy firma prowadzi wewnętrzny rejestr tego, komu ile się należy. Branża nazywa to rachunkiem zbiorczym lub pulą wspólną (omnibus), a jest to ten sam model, z którego korzysta bank: depozyt nie jest opisanym plikiem banknotów w szufladzie z nazwiskiem właściciela, lecz roszczeniem wobec dużej wspólnej puli. Jest to normalne i przy aktywnym handlu wygodne. Można kupować i sprzedawać jednym dotknięciem, ponieważ w blockchainie nic się realnie nie przemieszcza, zmieniają się tylko liczby w bazie danych.
Oznacza to również prostą prawdę, którą dopracowany interfejs aplikacji zwykle skrywa: użytkownik nie jest właścicielem tego krypto w takim sensie, w jakim mógłby zakładać. Jest wierzycielem, firma jest mu winna środki, a on ufa, że faktycznie trzyma ona to, co deklaruje, i wtedy, gdy to deklaruje.
To zaufanie nie zawsze się opłaca: FTX pogrążyło między innymi to, że środki klientów po cichu przekierowano do siostrzanej firmy handlowej, Alameda Research, i obstawiono w ryzykownych transakcjach, co pozostawiło dziurę rzędu ośmiu miliardów dolarów, gdy ludzie naraz próbowali wypłacić pieniądze. Salda na ekranie były prawdziwe, krypto za nimi już nie. Na tym polega słaby punkt przechowywania powierniczego: nie widać, czy skarbiec jest pełny, dopóki wszyscy nie ruszą do drzwi w tym samym momencie, a wtedy jest już za późno, by być pierwszym w kolejce.
„Not your keys, not your coins”
Zdanie to powtarza się tak często, że wpada jednym uchem, a wypada drugim, co jest o tyle szkoda, że być może jest to pięć najbardziej przydatnych słów w krypto. Znaczy dokładnie to, co mówi: kto nie trzyma kluczy, ten tak naprawdę nie trzyma krypto. Trzyma obietnicę.
Cmentarz złamanych obietnic jest długi i dobrze udokumentowany: Mt. Gox, przez którą przechodziła większość światowego handlu bitcoinem, upadła w 2014 roku, a zniknęło około 850 000 bitcoinów, i jej wierzyciele czekali ponad dekadę na częściową spłatę. QuadrigaCX, niegdyś największa giełda w Kanadzie, rozpadła się w 2019 roku po tym, jak jej założyciel zmarł podczas podróży po Indiach, będąc podobno jedyną osobą, która trzymała klucze. Zamrożono około 250 milionów dolarów kanadyjskich (około 190 milionów dolarów amerykańskich) środków klientów, zimne portfele, które śledczy spodziewali się zastać pełne, okazały się puste, a organ nadzoru z Ontario uznał, że przez cały czas prowadził on to przedsięwzięcie jak piramidę finansową. Potem FTX w 2022 roku, inne dekady, inne kraje, ta sama lekcja w kółko: saldo powiernicze jest warte tyle, ile firma, która je trzyma, a firmy upadają, czasem przez pech, czasem przez czyste oszustwo, prawie zawsze w najgorszym możliwym momencie.
Nic z tego nie czyni każdej giełdy czarnym charakterem. Pokazuje jednak, że saldo na giełdzie niesie ryzyko, którego krypto w samodzielnym przechowywaniu nie ma: ryzyko kontrahenta, czyli zwykłe prawdopodobieństwo, że druga strona nie jest w stanie spłacić tego, co jest winna.
Jeśli ktoś jednak trzyma środki na platformie, kilka pytań pomaga zawęzić pole. Czy platforma podlega nadzorowi tam, gdzie obowiązuje realna ochrona konsumentów, czy jest zarejestrowana w raju offshore, gdzie zasad jest niewiele? Czy publikuje dowód rezerw i czy obejmuje on zobowiązania, a nie tylko aktywa, skoro rezerwy niewiele znaczą, gdy długi są większe? Czy kusi nietypowo wysokim zyskiem, który trzeba wypracować, podejmując ryzyko środkami deponentów gdzieś poza zasięgiem wzroku? Żadne z tych pytań nie jest niezawodnym testem, FTX spełniało niektóre z nich na papierze niemal do samego końca. Poprawiają jednak szanse i warto je zadać, zanim zostawi się w cudzej bazie danych więcej niż drobne.
Jak naprawdę wygląda „odzyskiwanie”, gdy giełda upada
Ludzie słyszą „giełda zbankrutowała” i wyobrażają sobie wypłatę z ubezpieczenia, tak jak w wielu krajach depozyt bankowy jest objęty gwarancją do pewnej kwoty. W przypadku krypto ten obraz jest w większości błędny, a warto to wiedzieć, zanim przekona się o tym na własnej skórze.
Gdy platforma powiernicza upada, zwykle wchodzi w stan upadłości, a roszczenie użytkownika dołącza do długiej kolejki innych roszczeń. Użytkownik jest wtedy wierzycielem niezabezpieczonym, często blisko jej końca. To, ile uda się odzyskać, o ile w ogóle, zależy od jurysdykcji, od tego, jak firma trzymała środki, ile ukradziono lub stracono, oraz od lat przeczesywania szczątków przez prawników, a wierzyciele Mt. Gox są studium cierpliwości: dziesięć lat i wciąż trwa. Klientom FTX poszło lepiej, niż sugerowała początkowa panika, bo zarządzana przez sąd masa upadłościowa odzyskuje pieniądze, ale odzyskane kwoty wyceniane są w dolarach po dawnych, zaniżonych cenach, a nie w samym krypto, więc każdy, komu wypłacono środki, traci cały wzrost od tamtej pory. Wersja bez ogródek brzmi tak: krypto w samodzielnym przechowywaniu nigdy nie jest częścią upadłości, bo nikt inny nigdy go nie trzymał, a krypto w przechowywaniu powierniczym może przez pół dekady figurować jako pozycja na liście wierzycieli. Ta przepaść to cały argument w jednym akapicie.
Druga strona medalu: gdy samodzielne przechowywanie odbija się czkawką
W tym miejscu większość artykułów w stylu „przejmij kontrolę nad swoimi kluczami” milknie, bo psuje to całe kazanie. Samodzielne przechowywanie usuwa firmę, ale usuwa też, całkowicie, siatkę bezpieczeństwa.
Stefan Thomas, programista, ma 7 002 bitcoiny, do których nie może dotrzeć. Klucze leżą na zaszyfrowanym dysku twardym, a on zapomniał hasła. Dysk pozwala na dziesięć prób, zanim trwale się zablokuje, a do czasu, gdy historia wypłynęła w 2021 roku, mężczyzna zużył już osiem z nich. Te bitcoiny były wtedy warte setki milionów dolarów i wciąż tam leżą: technicznie należą do niego, praktycznie przepadły. Nie jest człowiekiem niedbałym. Jest jednym z pierwszych użytkowników, który popełnił jeden zwykły, ludzki błąd, bez żadnego przycisku cofania w zasięgu wzroku.
Oto cały układ w jednym zdaniu: przy samodzielnym przechowywaniu nie ma linii wsparcia, nie ma resetu hasła, nie ma zespołu ds. oszustw. Zgubione klucze oznaczają utracone krypto, tak samo jak przelew na niewłaściwy adres. Kto da się nabrać na oszustwo i sam zatwierdzi transakcję, temu nikt jej nie cofnie. Badacze szacują, że od 3 do 4 milionów bitcoinów, blisko jednej piątej wszystkich, jakie kiedykolwiek powstaną, już w ten sposób bezpowrotnie przepadło, zamkniętych za martwymi dyskami i zapomnianymi frazami. Wolność i zagrożenie są tą samą cechą widzianą z dwóch stron.
Dwa mity warte porzucenia
Pierwszy mit głosi, że duża, znana giełda jest automatycznie bezpieczna. FTX było duże i znane, podobnie jak swego czasu Mt. Gox, ale rozmiar to nie wypłacalność, a reputacja nie jest gwarancją tego, gdzie faktycznie znajduje się powierzone krypto. Dostawca pod nadzorem w jurysdykcji z realną ochroną to zupełnie co innego niż podmiot offshore goniący za najwyższym zyskiem, a ta różnica znaczy więcej niż marka na szyldzie.
Drugi mit działa w drugą stronę: że samodzielne przechowywanie jest tylko dla paranoików i zapaleńców w piwnicach. Nie jest: trzymanie własnych kluczy to zwyczajny, zamierzony sposób korzystania z krypto, wpisana od pierwszego bloku idea „bądź swoim własnym bankiem”. Wymaga odrobiny dyscypliny, a nie czapki z folii aluminiowej. Oba mity popychają ludzi do złego wyboru z niewłaściwego powodu i oba warto porzucić, zanim cokolwiek się postanowi.
Które rozwiązanie zatem wybrać?
Szczera odpowiedź brzmi: to zależy od konkretnej osoby, a każdy, kto podaje jedną uniwersalną zasadę, coś sprzedaje.
Konto powiernicze na renomowanej platformie pod nadzorem jest uczciwym punktem startu, a dla części osób również dobrym miejscem na dłużej. Jeśli ktoś kupuje niewielką kwotę, dopiero się rozeznaje i w głębi duszy wie, że może zgubić frazę zapisaną na kartce, to ryzyko kontrahenta solidnego dostawcy może być naprawdę mniejsze niż ryzyko zablokowania sobie dostępu. Wygoda i możliwość odzyskania konta są realnymi zaletami, a nie moralną słabością. Druga strona medalu jest taka, że ponosi się wtedy ryzyko upadku samej firmy, a tego nie widać z zewnątrz.
Samodzielne przechowywanie zaczyna się opłacać wraz ze wzrostem stawki. Jeśli ktoś trzyma kwotę, której utrata byłaby dotkliwa, trzyma ją długoterminowo albo ceni sobie to, że żadna firma nie może zamrozić jego środków ani upaść razem z nimi, to kontrola nad własnymi kluczami przestaje być opcją i staje się całym sensem. Kosztem jest to, że odpowiedzialność spada w całości na jedną osobę i nie ma do kogo zadzwonić o drugiej w nocy, gdy coś pójdzie nie tak. Nie ma zespołu ds. oszustw, nie ma obciążenia zwrotnego, nie ma infolinii. Jednym to odpowiada, innych przeraża, i obie reakcje są uzasadnione.
Wyobraźmy sobie tę samą osobę, 200 euro w bitcoinie, dwie różne decyzje. Przy pozostawieniu środków na giełdzie pod nadzorem realistycznie najgorszy scenariusz jest taki, że firma upada, a poszkodowany spędza lata jako wierzyciel w walce o kwotę, która i tak nigdy nie odmieniłaby jego życia. Jest to irytujące, ale odwracalne, a przy tym lekcja na przyszłość. Przy przeniesieniu ich do samodzielnego przechowywania pierwszego dnia, nieudanej kopii zapasowej seed phrase (frazy odzyskiwania) i zgubionym telefonie realistycznie najgorszy scenariusz jest taki, że 200 euro przepada na dobre i nie ma kogo zapytać. Teraz wystarczy powtórzyć te same dwie decyzje dla 50 000 euro, a rachunek się odwraca. Nagle to upadek firmy staje się koszmarem, a dyscyplina trzymania własnych kluczy jest warta zachodu. Właściwa odpowiedź nie jest stała, przesuwa się wraz z wielkością stawki i z tym, na ile ufa się własnym nawykom.
Droga pośrednia, którą wybiera większość
Postawione jako przechowywanie powiernicze kontra samodzielne, brzmi to tak, jakby trzeba było wybrać plemię. W praktyce prawie nikt tego nie robi, a rozsądny i powszechny układ polega na podziale według przeznaczenia. Niewielkie, aktywne saldo warto trzymać na renomowanej giełdzie, tę część, którą można obracać lub wydać, gdzie liczy się wygoda, a kwota jest na tyle mała, że najgorszy scenariusz raczej zaboli, niż zrujnuje. Dłużej trzymane środki, oszczędności, których nie zamierza się ruszać latami, wraz ze wzrostem ich wartości przenosi się do samodzielnego przechowywania. Wiele osób robi to na portfel sprzętowy trzymany w trybie cold storage: klucze przechowywane na urządzeniu, które nigdy nie łączy się z internetem, offline i poza zasięgiem kogokolwiek, kto działa przez ekran po drugiej stronie świata.
Najlepiej myśleć o tym tak, jak o gotówce i banku. W kieszeni nosi się trochę na bieżące wydatki, ale nie trzyma się tam oszczędności całego życia. Dokładny podział ustala każdy sam i zmienia się on wraz ze wzrostem posiadanych środków. Chodzi o to, by wybrać go świadomie, a nie pozwolić, żeby zdecydowało za kogoś domyślne ustawienie giełdy.
Samodzielne przechowywanie: najpierw dobra konfiguracja
Samodzielne przechowywanie nie jest trudne, ale nie wybacza błędów, dlatego konfiguracja liczy się o wiele bardziej niż cokolwiek, co robi się później. Warto użyć renomowanego portfela niepowierniczego od znanego producenta, a nie pierwszego lepszego linku z wyników wyszukiwania. Podany przez niego seed phrase, czyli 12 lub 24 słowa zdolne odtworzyć każdy klucz, należy zapisać na papierze lub wybić w metalu, nigdy jako zrzut ekranu czy notatkę w chmurze, bo do wszystkiego, co jest w sieci, może dotrzeć ktoś, kto nie powinien. Warto trzymać więcej niż jedną kopię, w więcej niż jednym fizycznym miejscu, aby pojedynczy pożar czy powódź nie zakończyły całej historii. Przy każdej znaczącej kwocie portfel sprzętowy całkowicie odcina klucze od sieci i podpisuje transakcje, nigdy ich nie ujawniając. A zanim powierzy się mu więcej, warto wysłać niewielką kwotę testową i przećwiczyć wyczyszczenie portfela oraz odtworzenie go z frazy, aby przekonać się, że kopia działa, gdy w grze jest jeszcze prawie nic. Lepiej nauczyć się tej lekcji na kilku euro niż na oszczędnościach.
Każde z tych zagadnień omawiamy w osobnym przewodniku: jak skonfigurować portfel, jak wykonać kopię zapasową seed phrase oraz czym różnią się portfele sprzętowe i programowe. Warto przeczytać je, zanim przeniesie się poważną kwotę, a nie po tym, jak coś już pójdzie nie tak.
Niezależnie od tego, po której stronie stanie wybór, cel jest ten sam. Warto wiedzieć, kto trzyma klucze, i wybierać świadomie, a nie przez przypadek. Większość osób, które tracą krypto, w ogóle nie podjęła tej decyzji. Zapadła ona za nich w postaci domyślnego ustawienia, którego nigdy nie zakwestionowali. Ten materiał ma charakter edukacyjny i nie jest poradą finansową.
Najczęściej zadawane pytania
Przechowywanie powiernicze oznacza, że klucze prywatne i krypto trzyma podmiot zewnętrzny, zwykle giełda, podobnie jak bank przechowuje depozyt. Przechowywanie niepowiernicze oznacza, że klucze trzyma wyłącznie sam użytkownik, więc tylko on może poruszać środkami. Samodzielne przechowywanie to właśnie wariant niepowierniczy.
Usuwa jedno ryzyko i dodaje drugie. Znika ryzyko kontrahenta, czyli szansa, że firma upadnie jak FTX czy Mt. Gox, ale pojawia się ryzyko osobiste: zgubionych kluczy nie da się odzyskać. To, które przeważa, zależy od tego, komu ufa się bardziej, firmie czy sobie.
Posiadacz staje się wierzycielem, a nie właścicielem. W zależności od jurysdykcji i od tego, jak firma trzymała środki, można odzyskać część, całość albo nic, często dopiero po latach w sądzie i zwykle w wycenie po dawnych cenach, a nie w postaci zwróconego krypto. Klienci FTX i Mt. Gox to żywe przykłady. Krypto w samodzielnym przechowywaniu pozostaje nietknięte, bo nikt inny nigdy go nie trzymał.
Nie, i większość osób tego nie robi. Popularny układ polega na trzymaniu niewielkiej, aktywnej kwoty na platformie powierniczej dla wygody oraz przechowywaniu długoterminowych oszczędności samodzielnie, często na portfelu sprzętowym. Każde rozwiązanie warto wykorzystywać do tego, w czym jest dobre.
Cold storage oznacza trzymanie kluczy na urządzeniu, które nigdy nie łączy się z internetem, zwykle na portfelu sprzętowym. Ponieważ klucz nigdy nie jest ujawniany w sieci, zdalny napastnik nie może go dosięgnąć. To zwyczajowe miejsce dla środków, których nie zamierza się często ruszać.
Od renomowanego portfela niepowierniczego i poprawnie wykonanej kopii zapasowej seed phrase. Najlepiej zacząć od małych kwot, przećwiczyć odtworzenie portfela z frazy, zanim powierzy się mu więcej, i dopiero potem przenieść większą kwotę.
